Baltazar, Melchior, Kacper – opowieść prawdziwa o królu trójjedynym /poemat/

Baltazar, Melchior, Kacper

– opowieść prawdziwa o królu trójjedynym

/poemat/

 


 

„Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon».”

[Mt 2,1-2]


 

PROLOG

 

Deo gratias

 

„Oto prawdziwy Izraelita,

w którym nie ma podstępu.”

[J. 1,47]

 

dziękuję Panie

że nie mam nic

że w oczy zaglądasz

mi jak w piec

 

że widzisz wszystko to co mam

bez ozdobników tatuaży

i wszystko to – jak trwam

dla Ciebie jest o jednej twarzy

 

byś widział czym jestem

bez przykrywki

byś słyszał co myślę

bez dogrywki

 

bym był dla Ciebie

przezroczysty

i przeżył życie

jasne i czyste

 

byś rozpoznał we mnie tego

który życie składa w darze

Tobie Wszechmogący Boże

 


 

Rozdz. I

Baltazar ofiarowuje Bogu mirrę, czyli cierpienie

 

  1. Dzieciństwo

Baltazar urodził się w dużym mieście,

w którym go nie było,

ale miał tam kiedyś być.

Dzieciństwo swoje spędził w małym miasteczku.

Miał dużo rodzeństwa, bardzo je kochał.

Matka jako dzieciaka

szybko go od siebie odstawiła,

pracowała, a on płakał i tęsknił.

Kiedy trochę podrósł dalej kochał mamę,

sprzątał dom, jak wracał ze szkoły,

aby jej sprawić radość.

Rodzeństwu czytał, opiekował się nim.

A ojciec jego ich bił, bo pił.

 


 

Wy

 

I

tatusiu

mamie coś się stało

leży i się nie rusza

 

niech sobie mama sama radzi

 

mamusiu

wstań

podniosę cię

nie dam rady

 

tatusiu

mama leży

pomóż jej

 

niech sobie mama sama radzi

 

halo pogotowie

mamusia

daj kogoś starszego

 

tatusiu

 

dziadku halo

mamie coś się stało

 

mama umarła

 

dlaczego tatuś

nie pomógł

nie chcę go

widzieć

niech on

 

II

ty wariatko, żmijo

jędzo, babsztylu

ja ci pokażę

pijany tatuś do mamusi

 

ty wariatko, jędzo

babsztylu stary

a masz a masz

dziecko bije w przedszkolu lalkę

 

III

jutro wtorek

tatuś przyjedzie

boli mnie brzuch

 

twoja mama

to głupia baba

dom też

i babcia

idiotka

 

jutro wtorek

tatuś przyjedzie

boli mnie brzuch

 

IV

zabiję ciebie

pif paf

zastrzeliłem

ciebie

tatusiu


 

Potem coś w Baltazarze pękło.

Nie oglądał się już na mamę,

nie czekał długo w nocy, modląc się,

kiedy wróci z pracy.

W szkole czuł się samotny.

Zaczął się buntować,

wyżywać na swoim rodzeństwu,

bić ich, przeklinać, przezywać.

Aż skończył szkołę podstawową,

a wujostwo zaproponowało mu,

by przeniósł się do dużego miasta,

w którym się urodził,

jednak miał odstawić buty piłkarskie na kołku,

chociaż piłka była dla niego wszystkim.

 

  1. Liceum

Tak zrobił, przyjechał,

przeniósł się do dużego miasta,

w którym się urodził.

Zamieszkał w internacie,

a na weekendy jeździł do drugich wujostwa.

Buty na kołku zawiesił i się pogubił.

W internacie podziwiali go początkowo.

Wysportowany był, z dalekich stron,

a oni wszyscy z okolicznych wsi i miasteczek.

Poznał księżniczkę Joannę I,

ale nie wystarczało mu tylko trzymanie się za ręce.

Potem poznał księżniczkę Joannę II, wreszcie Joannę III.

Ta wyprostowała mu nieco życie, aż do skończenia liceum.

Stała się wentylem bezpieczeństwa

na morzu młodzieńczych uczuć,

który potem wystrzelił dodatkowym wybuchem.

 


 

*** [Rozpękł na dwoje…]

 

rozpękł na dwoje mój słuch

już nie ma ciszy strumyka

i bezkresnych lasów

z dębem na wzgórzu

 

zapalniczka zgasła

potem były zapałki

jak podchodziliśmy

to z ironią rwałaś

 

znamy się co

i zawieruszyło się my

grało wino ja i ty

 

gdzieś tam

był mój zespolony świat

już nie ma dębu takiego

i namiotu deszczem żółtego


 

Miał wielu kolegów, przyjaciół w tych czasach,

ale ci potem odwrócili się do niego plecami.

Na weekendy jeździł na wieś do wujostwa drugiego.

Miał dużo siły, poświęcił je ciężkiej pracy fizycznej.

Niewiele za to doznał wdzięczności.

Pod koniec klasy maturalnej przeniósł się

do wujostwa pierwszego, które go przygarnęło,

jednak nie traktowało go uczciwie

i tak naprawdę nigdy nie przyjęło prawdziwie i otwarcie,

nie dało mu tego, czego naprawdę potrzebował.

A on chciał być tylko sobą,

chciał być wierny sobie.

 


 

*** [Być tak prostym…]

 

Być tak prostym

że aż nudnym

byle nie obłudnym!

 

być tak jasnym

i czystym –

że aż przeźroczystym!

 

być nawet szorstkim

niekoniecznie bohaterskim

byle nie błyszczącym –

jak paw się puszącym!

 

być jakim jestem

białym czarnym niebieskim

byle sobą być

i jasno żyć!

 


 

Muzyka, grupa Dżem przede wszystkim

rozjaśniała mu mroki.

 

  1. Studia

Potem zdał na studia,

zamieszkał w akademiku,

ale nie bardzo umiał się w tym odnaleźć,

tym bardziej, że już na samym ich początku

rozstał się z księżniczką Joanną III.

Mocno to przeżył, choć nie chciał dać znać o tym.

Zaczął więcej pić, imprezy itp.,

ale wiedział, że coś jest nie w porządku,

nie chciał żyć płasko.

W pewnym momencie brakło mu sił.

Poszedł do wuja odpowiedzialnego za niego,

rozpłakał się, mówił, że już tak dalej nie może,

lecz ten go zbył czczą obietnicą.

A gdyby wtedy zrobił, jak myślał,

gdyby przeszedł na studia zaoczne i zaczął pracować,

może nie byłoby tego, co potem się stało,

może by się ocalił.

Pod koniec pierwszego roku studiów

coś w nim pękło, przeszedł załamanie.

To było straszne uczucie.

Tak jakby cały świat pękł jak szyba

i rozsypał się w drobny mak.

Tak jakby przeżył on swoją śmierć

i musiał dalej żyć,

choć nic już nie było tak, jak dawniej.

On nie był, jak dawniej.

Nie wiedział, co się stało.

Myślał, że zgłupiał.

Od tego momentu zaczęła go boleć głowa

i nieustannie bolała przez kolejne dwa lata.

Aby o tym zapomnieć pił, imprezował.

Nie umiał o tym mówić.

Lecz ponownie natchnęło go,

znowu szukał ratunku.

Jesienią po tym zdarzeniu znowu wezwał wuja

i powiedział mu, drugi raz płacząc w życiu,

że już tak dalej nie może,

że musi wyjechać, nie wiem – w góry, czy do jakiegoś klasztoru,

aby się pozbierać jakoś.

Lecz ten i tym razem zbył go czczą obietnicą.

Baltazar pił przez kolejny rok, imprezował,

lecz nie czuł żadnej radości,

pił, by zapomnieć,

lecz po tym było jeszcze gorzej.

 


 

Przemienienie Pańskie

 

Dzisiaj Przemienienie

– nie ma mnie

 

cogito ergo sum

– nie jestem w stanie myśleć

więc nie ma mnie

 

dzisiaj przemienienie mnie

gdzie jestem?

 

gdzie jest Tabor?

– upadam pod blokiem

czwarte piętro

dla mnie za wysokie

 

nie jestem

nie myślę nic

cogito

przemienienie

nic nie ma

nie mam mnie


 

Wreszcie na początku trzeciego roku nawrócił się, wyspowiadał.

Lecz nie miał silnego korzenia wiary, dlatego musiało się stać,

tak jak się później stało.

Ale póki co, z dnia na dzień, odrzucił wszelkie używki.

Odstawił papierosy, marychę, alkohol całkowicie.

Lecz trafił w próżnie, mimo, że też wrócił do piłki.

Jednak był szczęśliwszy przez chwilę,

mimo, że nie potrafił

ogarnąć wszystkiego tak do końca.

W pewnym momencie dopadła go angina.

Nie było nikogo przy nim, odstawił piłkę

i znalazł się w próżni.

Cały czas nie czuł się dobrze.

Wiara nie była jeszcze ugruntowana.

Pieniędzy nie starczało nawet na przeżycie.

Coś w nim się znowu załamało.

 

  1. Trauma

Trafił do dziwnego domu.

Co tam przeżył, to jego.

Rodzina przyjeżdżała i oczekiwała cudu,

że z dnia na dzień będzie czuł się dobrze.

A tu potrzeba było dużo czasu

i dużo miłości.

 


 

Miłość

 

„Miłość mi wszystko wyjaśniła…”

(Jan Paweł II)

 

wszystko

czego naprawdę

potrzebujemy

to miłość

 

nic więcej

nie trzeba

nic więcej

nie ma


 

Szukał człowieka, który by go zrozumiał do końca,

lecz go zabrakło, nie było.

Potem wrócił do swego domu,

po tylu latach nie było to proste.

Rodzina żyła pomimo niego,

rodzeństwo przechodziło

obok niego obojętnie,

kiedy on leżał pogrążony w łóżku

i szalał z bólu istnienia.

Stracił wszelki swój autorytet wobec nich

i zatracił się w bólu.

A chciał wtedy tylko uzdrowienia,

dlatego robił rzeczy dość dziwne.

Taka terapia szokowa miała sprawić,

by doznał uzdrowienia,

na nic innego już nie było go stać,

w niczym innym już nie widział żadnego ratunku.

To był też niemy krzyk, cichy protest.

Ponownie umieszczono go w dziwnym domu,

a on tylko szukał miłości,

kogoś, kto go prawdziwie pokocha.

Za to zrobiono z niego dziwnego człowieka.

Nie umiała go kochać nawet matka,

kiedy otworzył przed nią swe pokiereszowane serce,

ponownie dano go w to paskudne miejsce.

Potem pojechał do tej rodziny na wieś.

Myślano, może praca, może świeże powietrze…

Lecz i tam nie znalazł żadnej miłości,

to była utopia,

jej tam do niego nie było nigdy.

Znowu dziwny dom.

 


 

Dom (1-4)

 

I

ty który byłeś bandytą

siałeś postrach wszędzie

wielki jak zombie

 

i ty muminie

z przerażeniem zastygłym w krzyku

i uśmiechem bólu na twarzy

mały chudy

 

ty która przyszłaś

gdy nikt nie mógł przyjść

i otuliłaś mnie różami

 

II, III

ty który tańczyłeś jak derwisz

i zlizywałeś rosę ze ściany

strachu

 

ty który nie potrafiłeś się zatrzymać

musiałeś iść iść iść

bo nie było powrotu

(czyś go znalazł

czasem nie ma

dokąd wracać)

 

IV

ty który byłeś wielki jak wół

i silny jak byk

jednocześnie bezbronny

jak małe dziecko

jak ty to robiłeś

że wszystko niechcący

 

Pozdrawiam was


 

Ile tam bólu, łez, cierpienia,

beznadziei, traktowania ludzi jak śmieci bez imienia

– Bóg sam raczy wiedzieć.

Wrócił znowu do domu Baltazar.

Matka załatwiła mu rozmowę z pewną specjalistką,

która dobrze ją zaczęła:

Czy rozmawiałeś już o tym z Bogiem?

– lecz on nie był w stanie z nią i z Nim też o tym rozmawiać.

Trafił do Krakowa, oddział specjalny,

dla takich, jak on.

Nie wiedział, że jest ich tylu

i nie wierzył już, że można normalnie żyć,

chociaż w miarę, jak oni.

Lecz poddał się temu wszystkiemu.

A kiedy zgodził się wreszcie na swój los,

nastąpiło jego uzdrowienie.

Znowu był, jak dawniej.

Czuł się, jak dawniej.

To było niesamowite.

Nie wierzył, że może tak się stać.

A jednak.

Zaczął się nowy rozdział, już nie był Baltazarem

lecz stał się Melchiorem.

 

 

Rozdział II

Melchior ofiarowuje Bogu kadzidło, czyli swą modlitwę

 

  1. Powrót na studia

W Krakowie nastąpiło uzdrowienie,

ale z innymi skutkami traumy przeżytej

jeszcze jakiś czas musiał się Melchior,

już nie Baltazar borykać.

Jednak Bóg i z tego sukcesywnie go wyzwalał.

Wrócił do dużego miasta na studia.

W czasie studiów Bóg prowadził Melchiora.

Ukazywał mu niezmierzoną przestrzeń modlitwy i wiary.

Poprowadził drogą Eucharystii, Pisma Świętego, modlitwy,

którą Melchior kontynuuje do dziś i czerpie z niej ożywcze, odżywiające soki.

Pomogła mu w tym księżniczka Agnieszka, koleżanka ze studiów.

Razem z nią odkrywał modlitwę różańcową, Eucharystię.

Była jego prawdziwą przyjaciółką, wypełniła jego przestrzeń ludzką,

ale nie pokochał jej na sposób właściwy miłości ludzkiej.

Ciągle czekał na swoją Królową, której mógłby oddać swe serce do końca.

Wrócił do piłki nożnej, ogarnął się.

Skończył studia i pojawiła się pustka.

Pojechał znowu do rodziny na wieś.

Lecz ci nie cenili go, chcieli tylko jego pracy.

Przeszkadzała im jego modlitwa, codzienna Eucharystia,

to, że chciał grać w piłkę,

a miał być tylko dobrym parobkiem.

Ale on tak nie chciał.

Wrócił do dużego miasta.

Pomogli mu obcy ludzie.

Dużo dobrych, obcych ludzi, którzy mu pomogli

spotkał na swojej drodze.

Grał w piłkę dalej, zaczął kolejne studia,

Eucharystia, modlitwa,

lecz zabrakło dla niego pracy,

której bardzo potrzebował.

Próbował, mimo, że nie miał siły przebicia w sobie.

Nie było dla niego miejsca.

Rodzina, która miała możliwości zatrudnienia go w swej firmie,

nie chciała tego zrobić.

Tłumaczyła, że wuj na wsi mówił, że źle pracuję,

nie było to prawdą – i on o tym dobrze wie.

A tak naprawdę wujostwo w swej firmie nie chciało wyrzutka,

już sobie życie poukładało bez niego.

Przygarnęli go kiedyś, ale nie przyjęli,

a na koniec odrzucili.

Na domiar choroba nogi Baltazara powróciła do Melchiora.

Znowu znalazł się na rozdrożu.

I wtedy pojawiła się ona

– królowa Aneta,

która rozjaśniła i całkowicie wypełniła mu życie.

 


 

Kochać

 

Kochać to znaczy

dobrze życzyć.

Ufać –

możesz na mnie liczyć.

 

Że nie oszukam cię,

nie okłamię.

Lecz z sercem

przyjrzę się twej ranie.

 

Zapadam w ciebie

z troską, radością.

Byś mogła sprostać

wszystkim trudnościom.

 

Bo kochać to być

na dobre i złe.

Nawet wtedy, gdy

iść się nie chce.

 

To żyć w oczarowaniu,

istnieć w twym trwaniu.

Pokojem, złotem, oparciem!

– przyglądać się twej karcie.

 

To zawsze stawać w okamgnieniu

zaufać twemu zapomnieniu.

Wspominać nasz wszechświat wtedy,

gdy zewsząd otaczają biedy.


 

Została ona dla niego zesłana przez Boga,

aby mógł on dokonać kolejnej przemiany

i z Melchiora stać się Kacprem.

 

 

Rozdział III

Kacper ofiarowuje Bogu złoto, czyli swoje radości

 

Królowa Aneta zamieszkała z Kacprem,

a dalej, mimo różnych chwil,

otworzyły się przed nim same własne zwycięstwa.

Znalazł pracę, sam, mimo, że w tej samej wstawiał się za nim,

ale bez przekonania, wuj ze wsi u znajomego dyrektora.

On znalazł ją sam, postawił na szczerość

i uzyskał pracę, w której z powodzeniem mógł się realizować.

 


 

Bene labor

 

„Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy, praca – by się zmartwychwstało.”

(C.K. Norwid)

 

praca nie jest biedą

jest z trudem

zdobywanym chlebem

 

lecz pięknym i dobrym

choć nie koniecznie wygodnym

 

zmartwychwstajemy przez nią

wyzwala nas uwalnia

prowadzi w głąb siebie

by potem móc znaleźć się w niebie

 

jest powołaniem najwłaściwszym

jest pożądaniem najwyższym

jest potrzebą najpilniejszą

jest trudem najpiękniejszym

 

podziękuj jeśli ją masz

żadnej nie lekceważ

zważ na to że wielu

nie mogło znaleźć się

u tego celu

 

piękne jest życie

piękna jest ta droga

pracy sprawiedliwej

która zbliża

do Boga


 

Kacper w międzyczasie skończył jeszcze inne studia,

uzyskał dom, działkę i psa,

pocieszył się jazdą samochodem.

Ożenił się z Królową Anetą

i mimo wielu trosk, pędzą oni szczęśliwy żywot.

Jest to królewskie życie w obliczu Króla wszechświata

i w nieustannej łączności z nim.

Królowa Aneta potrafiła Kacpra prawdziwie pokochać,

już w pierwszym jej spojrzeniu

odczytał, że ona potrafi szczerze i mocno kochać.

 


 

Piosenka o wierności

 

Kiedy ból przekracza

wszelkie twoje wyobrażenia

Pamiętaj, ja jestem.

I to się nie zmienia!

 

Kiedy zawodzi człowiek

i cały świat.

Kiedy nie masz już siły trwać.

Pamiętaj, chcę przy tobie stać!

 

Kiedy już nie ma dla ciebie

nic prócz bólu trwania.

Pamiętaj, że jestem

na ciebie oczekiwaniem!

 

Nie zostawię cię choćbym padł.

I choćby inaczej mówił ten świat.

Nie zostawię cię, bo w tobie, źródle mym

– znalazłem nieustający hymn!


 

I tak trwają w radości, i zwyciężają doczesność w Bogu.

A On sam otwiera przed nimi niezmierzoną przestrzeń

wiary i życia wiernego sobie nawzajem.

W miłości Kacper i Królowa Aneta trwają.

A reszta będzie, jak Bóg da.

Każdy dzień przyniesie, co On chce.

A nad nami czuwa Jego Święta Matka

i wszyscy nasi święci patronowie.

Bogu niech będą dzięki za wszystko.

 


 

Świadectwo

„ocalałeś nie po to aby żyć

                                   masz mało czasu trzeba dać świadectwo”

                                               (Z. Herbert – Przesłanie Pana Cogito)

 

3 razy powiedziałeś mi Panie:

kocham cię!

 

  1. Najpierw

na koncercie rockowym

przez usta tej młodej dziewczyny

– u progu moich dni,

przewartościowując moje życie.

– Zabawę zamieniając w lament!

 

  1. Potem

kiedy siedząc w ciemnym pokoju,

nakrytym nadchodzącym zmrokiem,

w Krakowie

– poczułem w sercu,

że mnie uzdrawiasz, odradzasz i odnawiasz.

– Zamieniłeś mój płacz w wesele.

 

  1. Na koniec

przez usta tej prostej, skromnej kobiety

– musiałem przejechać 200 km

do Kodnia,

aby to usłyszeć

w całej pełni i mocy Twego słowa.

– Utwierdziłeś moje drogi i je umocniłeś.

 

Epilog:

3 razy mi wprost

powiedziałeś Panie:

kocham cię!

– za to ci dziękuję!

 

            (Wielbiąc cuda Twej miłości!)

 

Każdego dnia mi to mówisz:

– poprzez moją żonę, rodzinę, przyjaciół,

– w uśmiechu spotkanego człowieka,

– w moim psie, spotkanym na ulicy gdzieś kocie,

– w modlitwie.

Przytulasz mnie do serca

i mówisz, mówisz:

kocham cię!

 

Jezus cię kocha!


 

EPILOG

Mówi Pismo: bogami jesteście!

 

Trójjedyny król – Baltazar, Melchior i Kacper

ofiarowuje Bogu całe swe życie,

wszystkie cierpienia, radości i swoją modlitwę.

Mirra, kadzidło i złoto

wypełniły jego byt

i będą przeplatać się w swym ofiarowaniu do końca.

Bogu dzięki za wszystko.

Królowa Aneta łączy to wszystko

w ziemskim wyrazie miłości króla trójjedynego,

ludzkiego losu względem eschatologii Boga.

– Modlę się za was!

 


 

Najpiękniejsza modlitwa

 

„Chwałą Boga [jest] żyjący człowiek.”

(Św. Ireneusz)

 

Jezus

Jezus

Jezus

 

Maryja

 

Trójca Święta Boża

wiecznie żywa

w sobie szczęśliwa

człowieka ożywia


 

„A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. i otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.”

[Mt 2, 9-12]


 

ANEKS

Tryptyk Białostocki + Przesłanie […do siebie]

 

 

Tryptyk Białostocki

Wiele (1) [Wiele się nacierpiałem….]

 

wiele się nacierpiałem

od mojej młodości

niesprawiedliwości

 

bliscy byli daleko

od moich radości

cierpiałem też sam

w samotności

 

niewielu

chciało mnie zrozumieć

ciągle sam

w tłumie

 

wiele się nacierpiałem

w mojej młodości

a i teraz nie lepiej

ale mam więcej cierpliwości

 

niezrozumienie

samotność

strach

jakże mogłem

nie upaść

ach!

 

i tylko ta jedna

miłość ma powszednia

mnie uratowała

scaliła dzień z nocą

ból wychowała

 

owa miła moja i Bóg

sprawili że nie jestem trup

lecz idę w ufności

ku sprawiedliwości

 

Choć wiele się nacierpiałem

Od mojej młodości

niesprawiedliwości

 

 

Wiele (2) [Wiele grzeszyłem…]

 

Prolog

wiele nagrzeszyłem

od mojej młodości

nieprawości

 

I

już od zarania

błądziłem

ludzi

krzywdziłem

 

nieprawość

rosła

nabrzmiała

świat mój

zdruzgotała

 

i w młodości

pół drogi

znalazłem się

u kresu drogi

 

II

wiele się

nagrzeszyłem

nieprawości

wyuczyłem

 

a i teraz

trudno wykorzenić

to co samo

zaczęło się

plenić

 

III

dlatego słusznie

spijam nektar

cierpienia

byle pokuta

mogła mnie

przemieniać

 

wiele się nacierpiałem

własnej nieprawości

byle dojść tylko

do sprawiedliwości

 

Epilog

I

spraw Panie

by pokuta moja

była warg

nieobłudnych

 

by sławiła mnóstwo

Twych zdarzeń

cudnych

 

II

przyjmij krzyż mój

Maryjo

i różaniec na szyi

 

bym mógł odwrócić

lata nieprawości

ku łasce Twej Bożej

i sprawiedliwości

 

III

choć wiele się

nagrzeszyłem

własnej nieprawości

od samej młodości

 

i dzisiaj o Panie

mogę liczyć tylko

na Twoje nade mną

zmiłowanie

 

 

Wiele (3) [Wiele żyłem…]

 

Prolog

wiele żyłem

choć nie umiałem

ale bardzo chciałem

 

I

wiele przeżyłem

przetrwałem

choć

nie płakałem

jednak

wiele żałowałem

 

II

łkałem tylko bezgłośnie

przy wiośnie

z radości

zachwytu

niebytu

 

z rozpaczającymi

cieszyłem się

z żywymi

czasem włosy

z głowy rwałem

ale wytrwałem

 

III

wiele żyłem

wody wypiłem

chleba zjadłem

przykrywałem się

niejednym prześcieradłem

w niejednym domu

nie powiem

nic nikomu

 

wiele poznałem

jeszcze więcej

błądziłem

ale byłem

i jestem

jednym wielkim

w szczęściu

nieszczęściem

 

IV

I co z tego życia

wódki picia

biegania w kółko

trwania

z papierosa

rurką?

 

Epilog

przyjmij mnie, Boże

w mej pokorze

nieudacznego

nieutulonego

zaszczutego

wypalonego

 

i

jednocześnie

wieczną nadzieję

żywiącego

 


 

Przesłanie […do siebie]

 

By mój świat był

bez tatuaży grzechu.

W orszaku ku Bogu

w jednym uśmiechu.

 

By moja twarz była

czytelnie jasna.

Bez ozdobników fałszu,

obłudy ciasta.

 

By moje serce

było otwarte

na brata

w każdej jego walce.

 

By moje ręce,

nogi i ciało

na chwałę Boga

się wypowiadały.

 

Oddać, co nakazuje sprawiedliwość.

Uświęcić miłość.

Przyjąć każdego.

Ideał dla siebie samego.

 

I tak trwać niezbicie

w radości i zachwycie.

By się żadna chwilka nie zmarnowała,

w Bogu trwała.

 

Potrzebuję cię,

a ty mnie.

Nas świat, my świata,

brat jest dla brata!

 

Tu żyć,

to znaczy służyć

i plan Boży wypełnić,

zło z siebie wyplenić.

 

Amen, fiat!

Laborat et orat!

Nie potrzebny tu

doktorat!

 

 


 T.Love – Nie Nie Nie

T.Love – Gnijący świat

T.Love – Lucy Phere

T.Love – Prawdziwe życie

Białystok, 6 stycznia 2017 r.

 

GLORIA IN EXCELSIS DEO